Prolog

Stałam na wielkiej polanie. Wszędzie rosły krzaki lawendy. Moje włosy podrygiwały na wietrze. Zobaczyłam go w oddali. Zaczęłam biec. Gdy już był blisko, pociągnęłam nosem i nasyciłam się zapachem lawendy. W tedy zatrzymałam się i wszystko zaczęło rozmazywać się przed moimi oczami. Usłyszałam tylko przeciągłe "Nieeeeee!!" i upadłam. Leżałam tam jeszcze przez około 2 minuty. Nagle usłyszałam wołanie:
-Kelly! Gdzie ty jesteś? Marsz do domu!
Wstałam i zaczęłam biec. Mógł zaraz się tu pojawić. Podczas biegu czasami szczypałam się w prawe ucho. Odwróciłam głowę i zobaczyłam go w oddali. Historyjka się powtarza.
-Zatrzymaj się! Księżniczko! To nie bezpieczne!- wolał.
Upadłam na kolana i wpadłam w wielki dół, ktory wyrósł pode mną. Zawładnęła mną czerń. Moim ciałem, wzrokiem i sercem. A nie, serce już takie miałam.
-Evelyn, jak miło że wpadłaś.

Komentarze