Rozdział 1


W całym pomieszczeniu pobrzękiwały cicho słowa piosenki „Tok tok tok”. Moja urocza sukienka pięknie komponowała się ze stylem pomieszczenia w jakim się znajdowałam. Sięgnęłam po malutki kieliszek stojący na brzegu stołu. Nalałam do niego sok pomarańczowy i szybko się napiłam.  Każdy, nawet najmniejszy kieliszek był ozdobiony złotymi koralikami i innymi świecidełkami. Idealnie. Wszystko, co do ostatniego szczegółu, idealne.
-Gdzie jest nasza kochana solenizantka?- Mary, moja kuzynka weszła do salonu z promiennym uśmiechem. Piękne, białe zęby widać było u niej z daleka. Podziwiałam ją dziś jeszcze bardziej, ponieważ rozpuściła złote włosy i odrobinę pokręciła, co doskonale harmonizowało z jej jasno czerwoną, letnią sukienką.
-Ciocia Ayla jest jeszcze w holu, wita gości i przyjmuje prezenty. Usiądź kochana. Mam Twoją książkę, którą pożyczyłam w zeszłym miesiącu- starałam się być bardzo uprzejma.
-Już ją przeczytałaś? Ona miała chyba z 500 stron!- na jej twarzy pojawił się uśmiech zazdrości. Przynajmniej ja tak zauważyłam.
-Dokładniej 486, przeczytałam ją wczoraj. Wcześniej jakoś nie miałam czasu- powiedziałam.
Do naszej rozmowy dosiadł się chłopak Marysi. Zawsze przypominał mi z jednej strony skrzata, ale dlatego, że był wysoki to urodę miał raczej jak... wysoki krasnolud. Za dużo fantastyki się ostatnio naczytałam.
-Witajcie, drogie panie. Ile lat kończy w tym roku pani Ayla?-zapytał.
-48. Napijesz się czegoś Mateuszu? Za chwilę będzie tort- odpowiedziałam i włożyłam rękę do kieszeni w poszukiwaniu telefonu. Nie było go. Kurcze.
-Nie, dziękuję. Oh, jak czas szybko leci- odparł. To akurat było trafne. Serio, czuję jakbym zaledwie wczoraj bawiła się w piaskownicy z o cztery lata starszą Mary. A to przecież wczoraj miałam urodziny o których wszyscy zapomnieli.  No może nie wszyscy, moja przyjaciółka Maggie, ciocia Alya, moja mama i siostra pamiętały. Najlepsze jest to, że na Facebooku ustawiłam swoje urodziny na 2 września i w tedy większość osób składała mi życzenia, a wczoraj był 16 kwietnia.
-Kelly, przynieś tort!- powrót do rzeczywistości.
-Już idę mamo! –krzyknęłam w stronę kuchni.
Salon był pięknie urządzony, lecz kuchnia wyglądała jak pobojowisko. Na ścianach było pełno lukru, wszędzie porozrzucane narzędzia kuchenne, a na stole tort. Biały, polany różowym lukrem z dużą ilością owoców.
-Weź jeszcze to- wskazała na racę.
Zrobiłam to, co mi kazała i wolno szłam z tortem przez pokój. Wszyscy śpiewali "Sto lat", a ciocia z wielkim uśmiechem stała na środku. Gości przybyło znacznie więcej niż myślałam.
Gdy wszyscy wzięli już po kawałku tortu, Mary podeszła do mnie i powiedziała:
-Zaprosiłam kilku gości ze trony ojca ciotki. Nie obrazisz się? 
Z tortem w buzi pokręciłam głową. Tych gości było trochę więcej niż kilku. Połowy z nich w ogóle nie znałam, ale oni chyba nie byli nawet ze mną spokrewnieni. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam chłopaka, na o oko w moim wieku, który ciągle na mnie spoglądał. Brunet, niebieskie oczy, tak jak wszyscy w garniturze. Serce mi odrobinę podskoczyło. Nigdy na widok ładnego chłopaka tak nie reaguję, dlatego się zaskoczyłam. 
-Stoisz tutaj sama, a ja muszę iść do Mateusza, więc może Cię z kimś poznam? O! Może ten, niebieskooki brunet? Syn kuzyna ojca cioci Ayli- zmarszczyłam brwi- Ojciec cioci ma kuzyna, a on ma syna. Tym synem jest on.
Jakby tak pomyśleć, on  jest od strony ojca ciotki i to od jego kuzyna, a ja jestem od strony jej mamy. Ciocia jet kuzynką mojej mamy, więc chyba nie jesteśmy rodziną, a jak już, to nie bliską. 
-James! Podejdź tu na chwilę!-krzyknęła w stronę chłopaka. Ja ją zabiję. Jak ja ją zaraz zabiję.
Chłopak szedł w naszą stronę. Wciąż tylko patrzył się na mnie. Miał bardzo tajemniczy wyraz twarzy. Jego włosy odstawały na wszystkie strony.Świetnie wyglądał. A ja dobrze wyglądam?! Znalezione obrazy dla zapytania brunetka w różowej sukience 15 lat
(to ja, tylko miałam włosy do pasa)
-Zabiję Cię, Mary!- powiedziałam trochę głośniej niż szeptem. Chłopak stał koło nas i się lekko uśmiechnął, dlatego, że pewnie mnie usłyszał. 
-Chciałabym Ci przedstawić moją kuzynkę, Kelly Rosanne (Keli Rouzan). Kelly, to jest James Jankins (Dżejms Dżankins). Stoicie ciągle w kątach, poznajcie się! Ja już muszę iść, Mateusz na mnie czeka. Pa!- Odwróciła się na pięcie i odeszła z wielkim uśmiechem.
Patrzyłam jak odchodzi zostawiając mnie samą z nim. Ja (stojąca jak słup soli, patrząca się na jego piękne, niebieskie oczy), on i moje myśli samobójcze.
-Ym, cześć. Zack Jankins-powiedział z wielkim uśmiechem i podał mi rękę.
-Cześć-uścisnęłam jego dłoń- ja jeszcze nie zdążyłam wymyślić sobie nowego imienia.
Jego uśmiech był przepiękny. Zachichotał.
-Fajne przyjęcie- chociaż on docenił mój trud.
-Dzięki.
Spojrzał się na mój prawy nadgarstek, na którym była malutka gwiazdka.
-Mam to od dziecka. Próbowałam to zmyć, ale nie dało się- wyjaśniłam.
Podniósł lewą rękę i pokazał mi swój nadgarstek. Na nim była identyczna gwiazdka, co u mnie.
-Ja też. 
Zbliżył swoją rękę do mojej tak, że nasze nadgarstki się dotykały. Obie gwiazdki stały się wyraźniejsze.
-Musimy o tym porozmawiać. Ile masz lat?- tym razem wzrok skierował ku moim oczom.
-Em.. 15-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Kiedy miałaś urodziny?- zapytał. Czułam się trochę przytłoczona tymi pytaniami.
-Yyyyyy... wczoraj?- patrzyliśmy sobie w oczy podczas tej rozmowy. Moje serce szalało.
-Czy czułaś kiedyś natrętne bóle głowy i skurcz w lewej... w prawej nodze?
-Jesteś doktorem? -uśmiechną się szerzej- ale przyznam, że tak.
-Kurde.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Okazuje się, że umiesz kontrolować ziemią, wodą i muzyką.
-Co?!-wytrzeszczyłam oczy, po czym zaśmiałam się cicho.
-Na to wygląda. Spróbuj. Zaśpiewaj kawałek "Nieprawdy" Ani Dąbrowskiej.
-Okej... "Ostatni raaaz poddaję się, ostatni raaaz szukam cię"- zaczęłam cicho śpiewać.
Woda stojąca koło mnie na stoliku nagle wyleciała ze szklanki i uniosła się tuż nad głową Jamesa Zacka. 
-Przełączę na coś lepszego- powiedziała moja mama, po czym przełączyła "Nieprawdę" na jakąś klasyczną, wolną muzykę do tańca.
-Uważaj!-powiedziałam, dlatego Zack James (nie wiem jak mam go nazywać) odchylił lekko głowę w prawo, a latająca woda spadła na podłogę, a nie na jego głowę. 
Rozmawialiśmy przez chwilę o tym, co zrobiłam z tą wodą (którą ewidentnie ktoś wcześniej pił), po czym moje serce wręcz eksplodowało.
-Mogę?- zapytał podając mi rękę.Prosił mnie do tańca. Zack (to jego imię bardziej mi się podoba) poprosił mnie do tańca. Mnie. MNIE, najbrzydszą i najgłupszą (chociaż z polaka mam 5) dziewczynę na świecie. Stałam chwilę jak słup soli, ale opamiętałam się i odpowiedziałam:
-Jasne.

Komentarze